Pewnego razu spotkała się Laura z Mateuszem. Już od pierwszego wejrzenia wiedzieli, że są sobie przeznaczeni. Wymienili się numerami telefonów i spotykali się coraz częściej... Po kilku latach wzięli ślub. Ich związek opierał się na szczerości i miłości. Pewnego dnia kobieta usłyszała dzwoniący dzwonek do drzwi. Poszła i otworzyła. Ujrzała w nich pewną blondynkę. Nie wiedziała o co chodzi i dlatego zapytała:
-Kim pani jest?
-Ja? Ja jestem Maja, znajoma Mateusza- odpowiedziała kobieta.
-Ale jego teraz nie ma- powiedziała ze zdziwieniem Laura.
-Wiem, i dlatego przyszłam- oznajmiła Maja.
-Niech pani usiądzie i powie czego chce!- oburzyła się kobieta.
Nagle do domu wszedł Mateusz. Zobaczył siedzącą na fotelu Maję. Był skrępowany i nie wiedział co robić. Nagle powiedział:
-Kochanie, to moja koleżanka z pracy, nie mówiłem Ci, że przyjdzie, bo zapomniałem, ale jak już przyszedłem to możesz nas zostawić samych
-Ależ oczywiście, ale porozmawiamy wieczorem- odpowiedziała Laura.
-Przyszłam, bo obiecałeś, że się ze mną spotkasz, czekałam na telefon, nie dzwonisz to się bałam- oznajmiła Maja.
-Dobrze, ale wiesz, że nie możesz tu przychodzić, zadzwoniłbym!- krzyknął Mateusz
-Wiesz? Każdy mężczyzna tak mówi, a potem ucieka, ale tu już nie pozwolę... musisz się z tym pogodzić, albo mnie zaakceptujesz i dzielisz życie z nami w dwójkę, albo mówię twojej żonie prawdę!- powiedziała kobieta
-Oszalałaś? Nie możesz! Dobrze, idź stąd, spotkamy się jutro o 12 tam gdzie zawsze i porozmawiamy, bo to nie jest najlepsze miejsce- oznajmił mężczyzna.
-Dobrze, pa kochanie!- krzyknęła Maja.
WIECZÓR:
-Mieliśmy porozmawiać, a więc słucham... kto to był?- zapytała Laura
-A.. nie masz być o co zazdrosna, zwykła koleżanka z pracy.- uśmiechnął się Mateusz.
-Wiesz co? Nie wierzę Ci... obiecuję, że się dowiem kto to był!- krzyknęła żona.
Mężczyzna spuścił głowę, i wiedział, że wciągnął się w podwójne życie, i albo powie prawdę, albo będzie dalej oszukiwał swoją żonę.
To na razie tyle, w najbliższym czasie pojawi się ciąg dalszy opowiadania. :) Dziękuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz